Aktualności Nasz Orlik

Najnowsze wydarzenia w projekcie

Autorka:
Urszula Staniszewska

Animatorka Roku Emilia Łamasz o pracy na orliku: Czuję się tutaj potrzebna

Emilia Łamasz z dyplomem otrzymanym z rąk Ministra Sportu i Turystyki Andrzeja Biernata

- Czuję się tutaj potrzebna - mówi o swojej pracy na orliku Emilia Łamasz z Pisarzowic. Jedna z 22 animatorów i animatorek nagrodzonych w konkursie Animator Roku organizowanym przez Fundację Rozwoju Kultury Fizycznej we współpracy z Ministerstwem Sportu i Turystyki.

Urszula Staniszewska: Czy emocje po konferencji w Warszawie i odebraniu nagrody z rąk samego ministra już opadły?

Emilia Łamasz: Trochę tak. Teraz bardzo emocjonuje mnie to, że mam szansę na zatrudnienie na umowę o pracę. Po rozmowie z wójtem myślę, że wszystko jest na dobrej drodze.

To prawda, że ta nagroda w jakiś sposób przyczyniła się do tego, że otrzymałaś propozycję stałej umowy? Jak to się stało?

Na pewno też.  Miałam zaszczyt pojechać do Warszawy na konferencję razem z Panią wicewójt. Uważam, że pochwały na temat naszej pracy, które były wypowiedziane na sali, nie były bez znaczenia.

Na jakich zasadach byłaś zatrudniona do tej pory?

Na umowę zlecenie na 9 miesięcy. Czyli jak zapewne większość animatorów. Sądzę, że warto się starać i być cierpliwym, bo jak nie teraz, to w późniejszym czasie nasza praca zostanie doceniona.

Czy kiedykolwiek wcześniej poruszałaś z pracodawcą problem swojej umowy?

Zależało mi bardzo na całorocznym zatrudnieniu. W kwestii Orlika umowa nadal pozostawała na 9 miesięcy, ale dostałam propozycję pracy w szkole już na umowę o pracę. Myślę, że kwestia dofinansowania z Ministerstwa ogranicza trochę zatrudnianie animatorów na cały rok. Właśnie stąd bierze się przekonanie, że Orlik może funkcjonować tylko 9 miesięcy. Warto jasno podkreślić w komunikacji z samorządami, że mogą podpisywać z animatorami umowy o pracę na cały rok. 

Jak to się stało, że w ogóle zostałaś animatorką na Orliku? Skąd się wzięło zamiłowanie do sportu?

Po skończeniu AWF-u szukałam pracy w tym kierunku, ale było bardzo trudno. Szukałam w promieniu 60 kilometrów, sprawdziłam wszystkie szkoły. Nigdzie nie było wolnych miejsc. Okazało się, że jest akurat konkurs na animatora. Zgłosiłam się i zostałam animatorką Orlika. To było w 2013 roku. Na początku nie do końca wiedziałam, o co w tym wszystkim chodzi. Ale powoli się zorientowałam i dostałam ogromnego powera do działania. Sporo pomogły mi szkolenia w Pucku. W marcu 2014 r. zorganizowałam imprezę inauguracyjną. Ruszyły zajęcia dla przedszkolaków i  seniorów oraz nauka tenisa ziemnego.

Monika Chabior, wyczytując Twoje nazwisko, powiedziała, że otrzymujesz nagrodę "za ciekawe formy prowadzenia zajęć z przedszkolakami". Opowiedz proszę więcej o tym, jak to wygląda? Co to za zajęcia?

Tak naprawdę po prostu się bawimy, a ja dodatkowo urozmaicam te zabawy różnymi akcesoriami. Kiedy na przykład bawimy się w liska, to dzieci nie mają szarfy, tylko ogonki lisków czy maseczki.

Skąd te gadżety?

Większość robię sama. Coś wytnę, coś przyszyję i jest. Takie zwierzątka łatwo można zrobić. Dinozaura może nie zrobię, ale z drobniejszymi rzeczami daję sobie radę.

Jak promujesz swoje zajęcia?

Współpracuję z przedszkolami i prowadzę zajęcia dla grup zamkniętych. Akurat przy Orliku jest i przedszkole, i szkoła, więc wystarczy przejść parę kroków. Za zgodą Pani dyrektor i rodziców, dzieci mogą w trakcie zabaw się poruszać, a jednocześnie nabywają dobre nawyki sportowe.

Panie przedszkolanki włączają się w wasze zabawy?

Raczej nie. Sama sobie układam scenariusz moich zajęć i robię to tak, żeby udało się je zrealizować.

Nie jest trudno zapanować nad grupą maluchów?

Nie, chociaż grupy są bardzo różne. W zeszłym roku miałam grupę 5- i 6-latków i kiedy weszli na boisko, to od razu się rozbiegli. A kolejny rocznik przyszedł w parach, stanęli i czekali, co będzie się działo. Dla mnie to był szok, że dzieci mogą też być tak spokojne. Teraz dzieci już mnie znają i zawsze, kiedy przechodzę przez przedszkole, zaczepiają mnie, pytają o zajęcia. To chyba dobry rezultat:)

Jak oceniasz swoją pracę animatora pod kątem satysfakcji, trudności? Jakie są dobre, a jakie gorsze strony tej pracy?

Czasem trudno mi odmówić i kiedy ktoś prosi o przedłużenie zajęć, to ciężko mi powiedzieć "nie", ale to wynika z mojego charakteru. Ja na szczęście mam ogromne wsparcie i w gminie, i w szkole, więc nie mam powodów do narzekania. Również dzięki temu, że jest dwóch animatorów, można się podzielić pracą i mieć część niedziel wolnych. Na pewno jeśli ktoś pracuje na orliku sam i ma zajęte wszystkie niedziele, to może być ciężko.

To powiedz więcej o tych dobrych stronach. Satysfakcja jest?

Tak. Jestem pod wrażeniem, jak dużym zaufaniem darzą nas osoby przychodzące na Orlik. Często przychodzą po prostu pogadać, pozwierzać się, nawet ze swoich sercowych spraw. Czasami trzeba być psychologiem, dawać wsparcie w trudnych chwilach, szczególnie w życiu młodzieży i dzieci. Zdarza się, że dzieci, szczególnie z rodzin dotkniętych patologią, przychodzą na Orlik, żeby odrobić lekcje pod okiem animatora.

W zimę wasz Orlik działa?

Nie. Ale z przedszkolakami pracuję teraz na sali. Zależy mi, żeby utrzymać ciągłość tych zajęć i żebyśmy w marcu mogli wrócić na Orlik. Teraz pracuję tylko w szkole na świetlicy.

Widzę, że musi być w Tobie dużo miłości i pasji do tej pracy.

Tak, taka jest prawda. Mimo że mam inne oferty pracy, chcę pracować na Orliku. Ta praca to niemal spełnienie moich marzeń. Tutaj liczą się relacje międzyludzkie. Może uda mi się kiedyś komuś pomóc w trudnościach. Po prostu czuję się tutaj potrzebna. Poza tym miło jest, kiedy robi się to, co się lubi, i jeszcze za to płacą:)

Jakieś plany odnośnie przyszłego roku?

Przymierzam się do zajęć z aerobiku dla pań. Mam nadzieję, że uda się od wiosny wrócić wraz z seniorami na rekreację, a w szczególności na nordic walking. Ostatnio zrobiłam też licencję na rugby TAG i mam nadzieję, że zbiorę grupę dzieciaków do tej gry. Na drugim Orliku w gminie jest już drużyna rugby TAG, więc byłoby z kim rywalizować, rozgrywać sparingi. Przy okazji mojej pracy na świetlicy zawiązała się też grupa małych cheerleaderek. Dziewczynki już zrobiły pompony i teraz ćwiczą, by dopingować na różnych imprezach.

U Ciebie po prostu pomysł goni pomysł. 

Kiedyś nawet powiedziałam mojemu mężowi, że męczy mnie to, że mam za dużo pomysłów, sama nie nadążam z ich realizacją.

Może trzeba pomyśleć o współpracy z wolontariuszami.

Mam trochę pomocy i ze strony zaprzyjaźnionych pań, i ze szkoły, ale już taka jestem, że najchętniej lubię wszystko zrobić sama. Jeśli sama powieszę plakaty, to na pewno wiem, że wiszą i że wiszą w dobrym miejscu. To trochę taki chory perfekcjonizm, który czasami męczy, ale jak już się coś uda, wtedy satysfakcja jest jeszcze większa.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Już wkrótce zapraszamy na kolejne rozmowy z animatorami-zwycięzcami w konkursie Animator Roku. Jeśli macie pytania, uwagi, piszcie na adres u.staniszewska@frkf.pl

Przeczytaj też: