Nasz Orlik - Dobre praktyki

Porady dla animatorów.

Autorka:
Urszula Staniszewska

Beata Pokrzywińska-Osior: Świat jeszcze usłyszy o naszych małych Wydminach!

- Nie istnieje pojęcie „nie mam czasu”, wykasujcie to słowo, ze swoich słowników! Jak mantrę powtarzajcie sobie, „mam czas”, a uwierzcie mi, znajdzie się - mówi w rozmowie z NaszymOrlikiem.pl Beata Pokrzywińska-Osior, animatorka Orlika w Wydminach, która swoją energią i wielką pasją do sportu zaraża mieszkańców gminy.

Znalazła się Pani wśród 22 Animatorów i Animatorek wyróżnionych w konkursie Animator Roku w 2014 roku. Jak się Pani czuła, odbierając dyplom?

Jestem animatorką w Wydminach, jednej z najmniejszych gmin biorących udział w projekcie, co więcej był to rok mojego debiutu jako animatorki na Orliku - zakończony takim sukcesem. Czy można chcieć więcej? To dla mnie nie tylko ogromna radość, ale i motywacja na najbliższy rok.

To była nagroda za „przełamanie monopolu piłki nożnej, zachęcenie uczestników do biegania i organizację wspólnych startów w imprezach biegowych". Proszę opowiedzieć, jak wyglądało to przełamywanie i zachęcanie. Ile osób udało się zarazić wirusem biegania? Czy było trudno? Orlik chyba nie jest najbardziej idealnym miejscem do biegania. Jak to udaje się zorganizować?

„Przełamanie monopolu piłki nożnej” nie było łatwe, tym bardziej, że na Orlikach trenuje ok. 10 drużyn piłkarskich, poczynając od grup 5-latków, a kończąc na seniorach. Nie chcę walczyć z piłką nożną, bo to także jest potrzebne, ja walczyłam o to, by otworzyć innym oczy na inne dyscypliny.

Jestem animatorką, trenerką sekcji biegowej dorosłych i dzieci, instruktorką fitness - pasjonatką sportu i pracy z ludźmi. Ponadto Fundacja, w której działam, oprócz organizowania imprez biegowych, zajmuje się też prowadzeniem… drużyn piłkarskich dziewcząt, w dodatku z dużymi sukcesami rangi Ogólnopolskiej. Robota do przełamania bariery, wydaje się podwójnie trudna, prawda?

Ale okazuje się, że jeśli kocha się jakiś sport, to można też zarażać tym uczuciem innych. Z takim „biegowym wirusem” żyje już ok. 50 osób dorosłych (kiedyś nawet pokusiliśmy się o sporządzenie statystyk, które pokazały, że w naszej gminie biega co 50-ty mieszkaniec).

Z dziećmi jest - jak się okazuje - łatwiej, odpowiednio prowadzone zajęcia WF-u, zachęcające, a nie odstraszające. Pokazujące bieganie od strony pozytywnej, niekoniecznie ciężkiej rzemieślniczej pracy. Dodatkowo zaczęliśmy robić  Czwartki Lekkoatletyczne w naszej gminie... I wszystko zaczęło się samo kręcić. 

Z kolei młode piłkarki w bieganie wkręciły się poprzez wolontariat w organizowanych przez nas imprezach. Chyba po prostu znudziło im się samo pomaganie, pomoc przy wręczaniu medali i nagród, wiedząc, że same przecież mają świetne przygotowanie wytrzymałościowe i warunki fizyczne do tego, by biegać.  Na Orliku oczywiście piłka nożna nie upadla - i dobrze! Taka podstawowa forma ruchu i rozwoju cieszy. Pochodzę z województwa zachodnio-pomorskiego, a na Mazurach mieszkam  zaledwie dwa lata. Myślę, że to dopiero początek moich działań.

Ubiegły rok był chyba bardzo intensywny. Była praca na Orliku, było dużo biegania, był też ślub, były nagrody, była akcja Biegam Bo Lubię, gdzie była Pani trenerką. Zostało trochę energii do działań w nowym roku?

Energii na ten rok, mam chyba z podwójną siłą! Motywują sukcesy osobiste, motywuje nagroda animatorki roku, motywują ludzie, których udaje się przekonać o wartości ruchu w ich życiu.

Od kiedy pracuje Pani jako animatorka Orlika? I jak w ogóle do tego doszło?

Na złożenie podania na animatora w naszej gminie namówił mnie mąż, który jest nauczycielem wychowania fizycznego, ale ponadto trenerem piłki nożnej dziewcząt i trenerem akcji Biegam Bo Lubię. Stwierdził, że w ten sposób dodatkowo rozwinę swój potencjał. Spróbowałam i udało się. Chociaż wśród 4 animatorów, ja jedna byłam „nowa”, a pozostali pracowali już od kilka lat, postanowiłam pokazać, co potrafię.

Co było największym problemem, z którym musiała się Pani zmierzyć podczas pracy jako animatorka?

Poznanie specyfiki zajęć, jakie były dotychczas prowadzone, poznanie młodzieży. Ale to nie było trudne, było po prostu do przejścia, jak w każdym nowym miejscu.

Jakie wydarzenie/a na Orliku w 2014 roku uważa Pani za największy sukces?

Największym sukcesem było zorganizowanie Imprezy „I Półmaraton Wydminy”, w którym udział wzięło ponad 200 osób. 5km, 10 km oraz 21,097 km dla dorosłych oraz mnóstwo biegów dziecięcych okazały się sukcesem . A dodatkowo  nasz Półmaraton jako impreza całościowa  uzyskał nagrodę  ufundowaną przez Ministra Sportu Andrzeja Biernata w konkursie zorganizowanym przez LZS pt. ”Sportowa Gwiazda 2014” za propagowanie sportu w gminach wiejskich, w którym uzyskaliśmy 13. miejsce, na 30 wyróżnionych.

Ponadto gminne „Czwartki Lekkoatletyczne”, które stały się sukcesem pokazującym, jakie młodzież naszej gminy ma talenty, czy to w skoku w dal, w rzutach czy biegach na różnych dystansach.

Jak ocenia Pani współpracę z samorządem? Czy lokalne władze udzielają wystarczającego wsparcia animatorom w ich pracy i w ogóle czy doceniają rolę sportu?

W naszej gminie mamy to szczęście, że zarówno Wójt naszej Gminy, jak i Starosta Powiatu Giżycko, do którego należymy, ufa nam i wierzy w nasze imprezy. Udaje nam się zawsze uzyskać wsparcie, mniejsze lub większe, ale je  otrzymujemy. Sam Wójt naszej Gminy nawet wystartował w naszej imprezie. Zawsze też jest gościem honorowym i uczestnikiem dekoracji.

Proszę opowiedzieć o swoich własnych sportowych pasjach. Wiem, że Pani jest zapaloną biegaczką i triatlonistką, sportowcem jest też Pani mąż i w podróż poślubną pojechaliście na obóz sportowy. Skąd się wzięła ta pasja, dlaczego bieganie, z  jakich dotychczasowych osiągnięć na tym polu jest Pani najbardziej dumna?

Sportowa pasja do biegania była od dziecka. Przewijała się gdzieś zawsze piłka nożna (taka podwórkowa), koszykówka czy pływanie. Kiedyś także marzyła mi się gra w piłkę ręczną, ale byłam drobną osobą i chyba trochę przestraszyły mnie większe dziewczęta ;)

Bieganie jest pasją mojej całej rodziny. Biega mój brat, tata, a nawet mama. Nikt zawodowo, ale czerpiemy z tego frajdę i powód do kolejnego wspólnego wyjazdu. Tata zaczął biegać, mając jakieś 38 lat, wielu wydawałoby się, że to późno, natomiast on mając 40-45 lat osiągał znaczące sukcesy (sam niekoniecznie lubi się chwalić, ale dla mnie jego wyniki są jeszcze odległym marzeniem, wielokrotnie osiągał rezultaty 33 minut w biegu na 10 km, 1:12 w półmaratonie, czy 2:33:15 w maratonie - nie byłby to nic wielkiego, gdyby nie fakt jego wieku, i totalnego podejścia amatorskiego do wszystkiego), wielokrotnie w biegach zwyciężał, pokonując młodych, naprawdę szybkich zawodników.  Zawsze z rezerwą  i śmiechem podchodząc  do swoich sukcesów, mówił „znowu córcia, ja dziadek wygrałem, sam nie wiem jak”. Uwielbiam jego podejście do tego i pewnie to jest także powód mojego sposobu czerpania z tego radości. Mama biega dla siebie, dla zdrowia. A brat pracując w wojsku, wykorzystuje swoją wytrzymałość, biorąc udział w różnego typu imprezach wojskowych i niełatwych biegach na orientację.

Z dotychczasowych osiągnięć najbardziej dumna jestem z mojej rodziny, wspólnej pasji, która tak nas łączy…. Nie kończą się nam nigdy tematy, czy nawet drwiny z siebie nawzajem. Mój tata na przykład żartuje, że przestanie biegać, jak go w końcu wyprzedzę.

 No i oczywiście nie kończąca się duma z małżeństwa,  które każdego dnia daje mi tak wiele w sferze życia prywatnego, jak i  sportowego: Bieganie, triathlon, narty zarówno biegowe, jak i zjazdowe, czy nawet badminton - wzajemne zarażanie się pasjami i motywowanie.

Co daje bieganie i jak to możliwe, że się nie nudzi?

Bieganie jest moją pasją od 20 lat, nie znudziło mi się i choć czasem się zastanawiam, czy nastąpi kiedyś taki moment… sama nie znam odpowiedzi. Zanudziłabym się to z pewnością, siedząc w domu przed telewizorem :)

Jakie biegowe plany ma Pani na 2014 rok? Udział w jakichś trudnych zawodach czy może dalsze śrubowanie życiówek?

Startowaliśmy w triathlonie, ja niestety tylko w dystansie sprinterskim - w tym roku planuję udział w ½ Iron Mena . W ubiegłym roku był start w biegu na 33 km na Łotwie, odnieśliśmy tam niespodziewanie zwycięstwo! Wiemy jednak, że w 2015 roku będzie to udział w tej samej imprezie, jednak podwyższamy poprzeczkę - tym razem chcemy tam  pobiec w Międzynarodowym wyścigu na dystansie Ultra 80 km.   Ten rok rozpoczęliśmy debiutem w styczniowej imprezie pod nazwą Ełcka Zmarzlina, był to bieg na orientację na dystansie 50 km - tu niestety poznaliśmy różnice pomiędzy osobami startującymi w takich imprezach (potrafiącymi odnaleźć się w lesie), a biegaczami. Ciągle się gubiliśmy, nie poddaliśmy się oczywiście docierając do mety po 9 godzinach, późnym wieczorem, mając w nogach nie 50, ale 70 km. W marcu startujemy w Mistrzostwach Polski Małżeństw na dystansie 15 km, a 3 tygodnie później w najstarszym maratonie w Polsce w Dębnie. 

Gdyby inni animatorzy, chcieli wprowadzić bieganie do swoich zajęć, co mogłaby im Pani doradzić? Jak zarazić bieganiem? Jak zacząć treningi, żeby nie zniechęcić ewentualnych przyszłych maratończyków?  Generalnie mówiąc: Jak się do tego zabrać?

Przede wszystkim wierzyć w swój sukces i być konsekwentnym w działaniach. Organizować imprezy, eventy, zaczynając nawet od formowania mini Olimpiad Rodzinnych, podczas Festynów, czy innych świąt w swoim regionie.

 Jeśli mamy możliwość współpracy z nauczycielami wychowania fizycznego, trenerami lekkiej atletyki oraz lokalnymi samorządami, czy klubami zorganizować np. Czwartki Lekkoatletyczne. Zaangażować się w kalendarz imprez biegowych dla młodzieży, w całym swoim województwie i zachęcać do wyjazdów, nawet jako formie dobrej zabawy.

Mówi się, że kobietom trudniej jest znaleźć czas na sport (bo mają więcej obowiązków, a poza tym statystycznie nie mają potrzeby rywalizacji). Pani wydaje się to nie dotyczyć. Jaka jest tajemnica sukcesu? Zapytam tak trochę przewrotnie: Po co Pani ten cały sport? Nie byłoby milej w wolnym czasie usiąść na wygodnej kanapie i pooglądać fajne filmy?

Zacznę tak.

Moje drogie Panie, APELUJĘ O ZNALEZIENIE CZASU NA SPORT! Pozwoli Wam to nie tylko nabrać kondycji, figury, poprawić zdrowie, krążenie krwi czy wydolność organizmu, ale przede wszystkim odnaleźć siebie. Nie istnieje pojęcie „nie mam czasu”, wykasujcie to słowo, ze swoich słowników! Jak mantrę powtarzajcie sobie, „mam czas”, a uwierzcie mi, znajdzie się. Aktywność ruchowa nie jest ciężką pracą, nie jest też wyczynowym uprawianiem sportu, to ma być Wasz czas na przemyślenia, na odreagowanie, czy wyzbycie się złych emocji, bądź nadmiaru pracy. Niech to będzie czas relaksu, wspólnego spaceru z koleżanką, plotek, czy po prostu chwilą samotności i własnych przemyśleń.

 To jest potrzebne każdej z nas, by nabrać sił na nowo, by odpocząć, poczuć się lepiej i zdrowiej.  Dla przykładu kiedyś pracowałam w 3 miejscach naraz, w zasadzie byłam w pracy od 6 rano do godziny 20, a czasem nawet i dłużej. To przytłacza, kiedy brak ci normalnego powietrza, a jedyny chłód który czujesz, to klimatyzacja… Styrana całym dniem naprawdę nie miałam na nic ochoty, jednak kiedy przebierałam się niechętnie czasem  w dres… wychodziłam po zmroku pobiegać, albo popływać - uwierzcie mi, wracałam jeszcze bardziej zmęczona, ale dwa razy bardziej szczęśliwa. Po pierwsze bo zrobiłam coś tylko i wyłącznie dla siebie, dla swojego ciała i ducha, które są najważniejszą częścią mnie. Po drugie miałam wrażenie bycia silniejszą od reszty, pokonałam własną niechęć do wyjścia, lenistwo, słabości. 

Sport daje też wspaniały kontakt z ludźmi, czy to bieganie, jazda rowerem, czy fitness. Ciągle dzieje się coś nowego, poznaje nowych ludzi, miejsca.

Po co mi sport? Takie pytanie, jest dla mnie równoznaczne z pytaniem zwykłego człowieka, po co jemy, śpimy, pijemy? Dla mnie to niezbędny element życia, pewnie też małe uzależnienie, jak czekolada, którą uwielbiam... Jeszcze się kiedyś nasiedzę na kanapie czy przed telewizorem. Zresztą, nawet teraz, kiedy zdarza mi się mieć wolne popołudnie i obejrzeć film, mam podwójną dawkę emocji. Sami przyznajcie, jaka jest radość  uczęszczania w takie miejsca codziennie, a jaka, gdy robimy to raz na jakiś czas? Tak więc spokojny wieczór przed telewizorem i owszem, ale na chwilę obecną sporadycznie, bo z moją energią, po prostu nie wysiedziałabym w ten sposób każdego dnia.

Kogo z Pani perspektywy jest najtrudniej zachęcić do regularnej aktywności sportowej? Młodzież, dorosłych, kobiety….? Czy ma Pani jakieś swoje sprytne sposoby, jak przekonać innych do uprawiania sportu?

Kogo najtrudniej? Nie wiem, nigdy nie oceniałam tego w ten sposób. Dla mnie każda grupa, to osobny cel, i inny sposób podejścia z tym, co chcę przekazać. Czasem stosuję też metodę wiązaną, zajęcia młodzieży i dorosłych, w której nie tyle rywalizują ze sobą, co współpracują.  Ludzie lubią się w coś angażować, poczuć się ważni, dlatego przy nawet prostych zadaniach, staram się ich  „wykorzystywać” - oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Pokazuję im, jak cenna jest dla mnie ich pomoc, czy to przy organizacji, czy przy tworzeniu czegoś nowego.

Swoich sprytnych sposobów nie zdradzę, ale myślę, że każdy z nas po nawet krótkim zastanowieniu miałby swoje. Nie bójcie się próbować - zachęcam do tego, bo warto. Ja sama kilkukrotnie, używałam metod, których sama nie znałam, bałam się wręcz, ale jak już się zdecydowałam, to starałam się myśleć, że to ma sens, że to się uda - wręcz wmawiać sobie to - i wtedy zawsze okazywało się, że strach był niepotrzebny. Zajęcia dla dzieci, zajęcia fitness - wystarczy pokazać im, jak można przy muzyce dobrze się bawić, ale i poćwiczyć. Opowiedzieć trochę o ich ciele i tym, jak dane ćwiczenie ma wpływ na odpowiednią partię mięśni. Jak lekka zadyszka „teraz” zmieni się niedługo w spokojny unormowany oddech, a ich koordynacja i siła ulegną poprawie. Wiem, co mówię, bo moje pierwsze zajęcia z dziećmi nie były łatwe, ale zmiany jakie zanotowałam po niespełna dwóch nawet miesiącach były ogromne! To samo dotyczy kobiet, zarówno biegających, jak i uczestniczących w zajęciach fitness.

Im też w życiu codziennym, ciężko było znaleźć czas. Myślę, że tu  duże znaczenia miała inna forma zajęć fitness, jaką prowadzę, na początku, lekko przerażająca - „czy dam radę?”, ale z czasem coraz bardziej osiągalna i przyjemna.

Z kolei zajęcia Biegam Bo Lubię, które prowadzę z mężem, w Wydminach cieszą się naprawdę dużym zainteresowaniem (średnia wiekowa naszej grupy to ok. 35-40 lat, a może i więcej). Uczestnikami są osoby z naprawdę różnych środowisk i branży zawodowej, od sołtysa, mechanika po panią fryzjerkę czy nauczycieli. Ci ludzie wzajemnie się motywują, integrują i poznają. Mimo tego, że z widzenia znali się przecież jakieś 20 lat, to dopiero sport ich zbliżył i w pewnym sensie połączył. Na wyjazdy biegowe nie musimy nikogo namawiać, pilnować, sami momentalnie potrafią się pozbierać w „drużynę”, umówić na wspólny wyjazd, gdzie wzajemnie sobie kibicujemy.

Kilkoro naszych biegaczy po 50-tce jeszcze 1-1,5 roku temu nie pomyślałoby o tym, że są w stanie pokonać półmaraton, a nawet maraton. Okazuje się jednak, że małymi krokami, spokojem i dzięki odpowiedniej motywacji są w stanie zrobić wszystko. Kosztuje ich to czasem mniej, a czasem więcej energii, ale uczucie pierwszego przebiegniętego półmaratonu czy maratonu okazuje się być dla nich tak emocjonalne, jak wiele najważniejszych chwil w życiu.

Czy  praca z takimi ludźmi może nie motywować, nie dawać jeszcze większej siły do działania? Potraktujmy sport, nie jak trudność, tylko jak wyzwanie albo próbę zrobienia czegoś nowego. Jak chęć zrobienia czegoś dla siebie, dla swojego ciała i ducha, bo całe nasze życie zależy właśnie od tego. 

Proszę zdradzić swoje plany odnośnie Orlikowych imprez i zajęć w sezonie 2015. Będzie się działo znowu? 

Tak, myślę, że to dopiero początek moich działań jako animatorki. Co więcej, wiem, że te 9 miesięcy będzie bardzo krótkim czasem, w którym do zrobienia jest tak wiele.  Na pewno jeszcze świat usłyszy o naszych małych Wydminach i o ludziach, którzy tu mieszkają. Myślę, że wśród młodzieży pojawi się jeszcze niejeden talent.

Nowy sezon Orlika rozpoczniemy z pewnością przeprowadzeniem testu Coopera (który zawsze odbywa się 2 razy do roku wiosną i jesienią). Ponadto z początkiem kwietnia rozpocznie się cykl czwartków lekkoatletycznych. Ponadto w czerwcu przy okazji odbywających się Dniach Wydmin i Dniu Dziecka, odbędzie się już „II Półmaraton Wydminy” oraz towarzyszące mu biegi na 5, 10 km, a także biegi dziecięce i młodzieżowe - rozgrywane na stadionie i obiekcie Orlik. Planuję także przy okazji odbywającego się Festynu zorganizować Rodzinną Olimpiadę - sama jako dziecko brałam udział w takich wydarzeniach, które niestety w dużym stopniu zanikły - chcę to przywrócić.

Ponadto w połowie października planujemy zorganizować coś niezwykle spektakularnego - na chwilę obecną nie mogę jednak zdradzić, co to będzie. Sezon na Orliku zakończymy na pewno m.in. testem Coopera oraz tzw. ”Zakładem”. Imprezą wpisaną już od 2 lat w nasz kalendarz. Jest to „zakład” wymyślony przez nauczyciela wychowania fizycznego, a mojego męża, który co roku pokonuje sam ok. 50 okrążeń (dystans półmaratonu), a rywalizują z nim 2 drużyny: 1-wsza to klasa sportowa, a 2-ga to Wydmińska drużyna Biegam Bo Lubię. Drużyny składają się z 21 zawodników, a każdy z nich pokonuje dystans kilometra, nauczyciel przebiega wszystko sam. Jest to niesamowita zabawa, a przy tym świetna inicjatywa. W roku ubiegłym zwyciężył Bartek – nauczyciel. Klasa sportowa straciła jednak do niego niewiele, w tym roku będą  już nieco starsi… Kto wie, może pokonają swojego belfra.

Oczywiście mowa o imprezach, ale nie zapomnę o zajęciach dla każdego. Moimi grupami priorytetowymi na ten rok będą w dalszym ciągu kobiety oraz młodzież. Dla nich przewiduję formy ruchu zarówno na świeżym powietrzu, jak i w sali. Będą to zajęcia ogólnorozwojowe, poprawiające koordynację, kondycję, zajęcia fitness, zajęcia biegowe, dla kobiet, osób dorosłych i moich ulubionych bardzo aktywnych seniorów - 1-2 razy w tygodniu. Ponadto oprócz zajęć Biegam Bo Lubię dla dorosłych, wchodzimy w cykl treningów organizowanych przez Fundację Wychowanie Przez Sport i zajęć dla dzieci i młodzieży.

Dziękuję bardzo za rozmowę. Życzę mnóstwo energii do realizacji tych wszystkich planów!